Weekend dobiegł końca i po śmiesznych 3h snu budzik wezwał mojego męża do wyjścia na samolot. Świetnie, akurat w Blue Monday. Całe szczęście że jest coś takiego jak home office.
Ten weekend był taki krótki. Jak upakować dwa tygodnie w dwa dni? Jak odbyć wszystkie spotkania z ludźmi, zagrać w te wszystkie gry, obejrzeć wszystkie filmy w kinie i odcinki seriali, pójść do tych wszystkich knajpek i odbyć te wszystkie rozmowy?
Cóż, nadmiar zajęć nie sprzyja skupieniu, a Szalony Naukowiec nie należy do mistrzów świata w multitaskingu, wiec przynajmniej udało mi się go ograć w 7 Wonders
Autor: Jedno Oko Na Maroko
Jak w 3 minuty zrobić awanturę z niczego? Prosty przepis.
1. Idź wziąć prysznic.
2. Skończ, i zakręć wodę.
3. Stojąc mokra w wannie przypomnij sobie, że chciałaś zmienić ręcznik.
4. Poproś męża, żeby przyniósł ci nowy, ale szybko bo jest ci zimno.
5. Zobacz, że przyniósł nowy w sensie ‚świeży’ a nie ‚nowy, który mamy od niedawna, jeszcze nieużywany’ – który chciałaś.
6. Nawrzeszcz na niego, że cie nie rozumie i jest głupi.
Me time czyli związki na odległość są do dupy
Dawno, dawno temu, kiedy nasza znajomość z Szalonym Naukowcem dopiero się rozwijała, natknęłam się w jakimś czasopiśmie na psychozabawę. Polegała na tym, że należało wziąć kartkę i narysować dwa przecinające się kółka (okręgi). Pierwsze ma symbolizować czas dla mnie, drugie: czas dla ciebie, a część wspólna: czas wspólny. Potem trzeba było porównać swój rysunek z rysunkiem partnera.
Uważam, że to świetny pomysł, bo strasznie ciężko jest zbudować szczęśliwy związek dwóm osobom, których wizja ilości czasu wspólnego różni się diametralnie. U nas na szczęście wyszło podobnie.
Kiedyś myślałam, że moja potrzeba czasu tylko dla siebie jest niezwykle niska. Patrzyłam na moją Przyjaciółkę i jej faceta i zazdrościłam im tej niemalże symbiotycznej więzi (mimo, że byli ze sobą wtedy na odległość). Może to dlatego, że mój własny związek w tamtym czasie miał „czas dla nas” bliski zeru. Musiało minąć sporo czasu i sporo dojrzewania, żebym odkryła, że nie tylko mam zapotrzebowanie na czas tylko dla siebie, ale i wizja symbiozy i spędzania całej doby (poza pracą) razem wcale mi się nie podoba, ba, mam wątpliwości, czy jest dobra dla zdrowia psychicznego (bez urazy). W sumie nic dziwnego, że wszystkie testy psychologiczne, które z upodobaniem robię (może tu kiedyś napiszę o niektórych) zgodnie nazywają mnie introwertykiem.
Zmartwychwstanie
Żałoba
Od dwóch dni obchodzimy żałobę. Straciliśmy lojalnego, wiernego przyjaciela, dzielnego wojownika wspierającego nas w codziennych bojach rzeczywistością. Niewysychające źródło rozrywek, partnera w pracy, towarzysza wielu wypraw, najlepszego kompana. Słowa nie są w stanie wyrazić jak bardzo jego brak będzie (już jest!) odczuwany na każdym kroku, w każdej sekundzie naszej egzystencji. Koło życia musi się jednak toczyć, jak wiedzą wszyscy którzy oglądali Króla Lwa, więc mimo, że strata jest niepowetowana a Szalony Naukowiec nieutulony w swym żalu, trwają intensywne poszukiwania Następcy. Nie jest to proste zadanie, gdyż Następca musi swoimi zaletami ciała i ducha dorównywać poległemu poprzednikowi, a nawet go przewyższać swymi przymiotami, jednocześnie pozostając skromnym i nie ceniąc się nadmiernie wysoko. Walczymy z czasem, którego jest tak niewiele, zegar tyka nieubłaganie przesuwając wskazówki w stronę katastrofy… Nie wiem czy damy radę ale będziemy walczyć do ostatniej chwili.
Człowiek z liściem na głowie
Nikt go nie poratuje, nikt mu nic nie powie „
Znamy wszyscy tę piosenkę, nie?
Tak jakby.
Sci-fi pracowo telefoniczne dla wytrwałych
Nawiasem mówiąc moja praca we Wszechświecie Telefonowym nie ma za bardzo sensu.
Poprawka: w normalnym świecie moja praca chyba też nie ma za wiele sensu. Fizykom niech będą dzięki za teorię strun i równoległe wszechświatów: przynajmniej w jednym z nich – Wszechświecie Korporacyjnym – moja praca jest aż przesiąknięta sensem.
No więc biorę ja te telefony i oglądam je na różne sposoby – z racji tego, że nie wiem i nie mogę wiedzieć, co dokładnie zamówiłam, nie mogę sprawdzić z całą pewnością, czy dostałam wszystkie. Mogę jednak do pewnego stopnia sprawdzić, czy to co dostałam zgadza się z moimi kryteriami. Nadążacie? Jeśli nie to w ogóle się nie przejmujcie, moja praca jest taka skomplikowana.
Ale do adremu.
W końcu zauważam, że brakuje koloru czerwonego. Wydaje mi się to dziwne, w końcu wiem całkiem sporo o telefonach (i jeszcze więcej o pracownikach Magazynu z Telefonami) i po prostu wiem, że powinien być jakiś czerwony. No to sięgam do katalogu produktów firmy X (tak, takim katalogiem dysponuję, w tym pełnym logiki świecie). No i proszę: jest kilka czerwonych modeli firmy X, które powinnam była dostać.
W tym momencie następuje następująca wymiana maili:
Nie dostarczyliście wszystkiego, co powinniście byli dostarczyć na przykład brakuje czerwonych telefonów firmy X.
Ja
__________________________________
Podaj nam proszę pełną listę telefonów których nie masz.
Magazyn telefonów.
__________________________________
Nie mogę podać Wam telefonów, których nie mam, gdyż…. nie mam ich.
Ja
***********************************************
Dla wyższego dobra
Tak więc niedługo przełączamy się w tryb ‚trochę tu trochę tam’, oraz ‚słomiana wdowa’, ale póki co cieszymy się chwilą.
O kotowatości
Weszliśmy do mieszkania wszyscy razem, we czworo, a że przedpokój jest raczej wąski, odbywało się to gęsiego. Kota, oprócz bycia okropnym tchórzem, jest też stworzeniem towarzyskim (oraz niczym pan Poirot lubi regularne pory posiłków) więc czekała już w korytarzu. Przywitała się z moją mamą, przywitała się z moim ojcem, potem spojrzała prosto na mnie i… Odwróciła się i odeszła .
A podobno zwierzę to najlepszy przyjaciel człowieka.
Pierwszy Małżeński Sylwester czyli Krwawa Jatka
Podsumowanie dnia wczorajszego (i pierwszych godzin dzisiejszego):
Jeden kieliszek do szampana zbity, bo Hips Don’t Lie (Siekiera Siekiera)
Jedna lesson learned: zbyt łapczywe pożeranie tarty cytrynowej może się skończyć jej awaryjnym lądowaniem na podłodze
Jedna Krwawa Jatka aka Eksplozja Bomby Truskawkowej* w kuchni
Jeden bonus: Śniadanie, lunch i kolacja sponsorowane przez Kochanych Znajomych.
I wiecie co? To jest fajne. Nie dość, że świetnie wczoraj spędziłam czas, to wstałam bez bólu głowy, a przywitała mnie czyściutka kuchnia, a nie syf.
Jak na Szalonego Naukowca i fana Harry’ego Pottera przystało mój mąż lubi przygotowywać wywary i eliksiry (najchętniej takie zawierające %% – do tych zawierających wartości odżywcze i nadających się do jedzenia ma nieco mniejsze zamiłowanie). Niewiele ma ku temu okazji, dlatego swoje aspiracje w zakresie osiągnięcia mistrzostwa eliksirów realizuje gdy mamy gości. Wszystko zaczęło się jakieś 1,5 roku temu kiedy zorganizował dla mnie urodzinowe przyjęcie-niespodziankę (jakby ktoś chciał to przeczyta o tym TU). Spędził wtedy w kuchni na pół wieczoru w roli barmana: miksował owoce, kruszył lód, dolewał różnych alkoholi, mieszał, potrząsał… Z braku szejkera korzystał z termicznego kubka do kawy. Ostatnio dostał od teściów (swoich, nie moich) zestaw barmana, który miał swoją inaugurację wczoraj wieczorem. A teraz wyobraźmy sobie Szalonego Naukowca z ogniem w oku i procentami we krwi, energicznie potrząsającego nad głową nowiutkim szejkerem pełnym zmiksowanych truskawek i alkoholu.
Witamy w życiu małżeńskim?

