O kotowatości

Rozmiar mojego kota jest wprost-proporcjonalny do jego (a właściwie: jej) lękliwości. Chcąc oszczędzić jej udziału w imprezie sylwestrowej oraz traumy podróżowania w tę i z powrotem, przy okazji Gwiazdki zafundowałam jej dłuższe wczasy u rodziców.

Weszliśmy do mieszkania wszyscy razem, we czworo, a że przedpokój jest raczej wąski, odbywało się to gęsiego. Kota, oprócz bycia okropnym tchórzem, jest też stworzeniem towarzyskim (oraz niczym pan Poirot lubi regularne pory posiłków) więc czekała już w korytarzu. Przywitała się z moją mamą, przywitała się z moim ojcem, potem spojrzała prosto na mnie i… Odwróciła się i odeszła .
A podobno zwierzę to najlepszy przyjaciel człowieka.

Jedna myśl w temacie “O kotowatości

  1. A.I. 13 lipca 2020 / 15:13

    Ha, na mnie Kot Najstarszy był tak obrażony, gdy – emigrując do Szwajcarii – zostawiłam go (musiałam) na pierwsze dwa miesiące u Rodziców… potem przyjechałam, żeby zabrać go ze sobą, ale uraza była spora, chyba kilka dni. Potem mu przeszło 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s