Wzięłam dziś udział w dyskusji na temat zazdrości. Padło w niej stwierdzenie, że wszyscy Arabowie są okropnie zazdrośni. Że mają to we krwi. Że to taka kultura. Że inna mentalność.
Naturalnie zachowania wynikające z zazdrości mogą być różne. Różnie można sobie z nią radzić, różnie ją przeżywać i różnie ją wyrażać. Można w sposób patologiczny i obsesyjny: sprawdzać partnerowi telefon, śledzić, zakazywać wychodzenia z domu, atakować osoby, które na niego patrzą lub do niego się odzywają. Można konstruktywniej: rozmawiać o swoich uczuciach, dbać o wysokie poczucie własnej wartości, dbać o to, aby potrzeby własne i partnera były zaspokojone (nie, nie mówię tu o spełnianiu małżeńskich obowiązków bo inaczej on pójdzie do innej), można w ogóle porozmawiać z samym sobą i zastanowić się nad swoją interpretacją sytuacji, które wywołują zazdrość i tak dalej.
Oczywiście są różne kultury, ludzie wywodzą się z różnych środowisk, gdzie różne formy zachowań są przyjęte/nieprzyjęte, akceptowane/nieakceptowane. To do pewnego stopnia kształtuje to w jaki sposób wyrażamy uczucia. Ale człowiek, który nie jest chory, ma nad swoimi zachowaniami kontrolę, a to jak się zachowuje jest jego decyzją. Pewnych zachowań i norm uczymy się dorastając w danym środowisku, ale gdy już dorośniemy nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przemyśleć nasz sposób funkcjonowania i zdecydować, czy dalej chcemy się zachowywać w wyuczony sposób, czy może lepiej by było jednak inaczej?
Myślę, że taka refleksja jest przydatna zawsze, bo modele zachowań wyuczone w dzieciństwie często wcale nie są takie dobre. Ekstremalny przykład: pamiętacie tę antyprzemocową kampanię społeczną, gdzie w spocie rodzice krzyczeli na dziecko, a ono krzyczało na misia? No właśnie. A taka krytyczna rewizja jest szczególnie ważna gdy wchodzimy w związek z osobą wychowaną w innej kulturze. Bo związek tworzą dwie równoprawne osoby. I obie mają prawo czuć się w nim dobrze i być sobą, a to oznacza, że wiele zachowań, reakcji, tradycji i zasad, jakie dla jednej osoby mogą być naturalne i oczywiste, wcale niekoniecznie musi być akceptowalnych dla drugiej osoby. I wtedy trzeba usiąść, odrzucić to, co wyuczone i wypracować takie rozwiązania, które usatysfakcjonują obie strony. Jeśli ktoś nie jest na to gotowy, to raczej powinien poszukać osoby, która będzie dzieliła jego przekonania/tradycje/wartości zamiast je narzucać i oczekiwać dostosowania się w imię „tolerancji dla różnic kulturowych”.
I jeszcze jedno. Arabów jest 450 milionów i wbrew pozorom, jest to tak samo zróżnicowana kulturowo grupa, jak Europejczycy, więc stwierdzenie zaczynające się od „wszyscy Arabowie…” ma sens tylko jeśli kończy się czymś w rodzaju „… oddychają tlenem”.
A Szalony Naukowiec, mimo, że krwi arabskiej (w połowie) jako ten kary rumak, zazdrosny nie jest wcale. I bardzo dobrze, bo ja również nie i bardzo wątpię, że potrafiłabym być z kimś kto jest, zwłaszcza silnie, zazdrosny. No i bez zaufania ciężko o dobry związek.
