Kocie kolonie

Nie mam dzieci, więc nigdy nie wysyłałam ich na kolonie, do przedszkola ani nawet na plac zabaw, ale jestem przekonana, że wiem jakie to uczucie.
Skąd wiem? Właśnie podrzuciłam kota na kilka dni do rodziców i spędziłam wieczór ciesząc się tym, że mogę zjeść serek na kanapie nie opędzając się łokciami od ośmiu kilo futrzastego łakomczucha. Tym, że pilot do telewizora, myszka do komputera ani żaden inny przedmiot nie został kilkakrotnie zrzucony z hukiem na podłogę przez pewną wszędobylską łapkę. A także tym, że nie muszę zrywać się z łóżka, bo właśnie przypomniałam sobie, że zostawiłam na wierzchu słuchawki i jeśli natychmiast ich nie schowam, już nigdy ich nie zobaczę. Oraz tym, że idąc nad ranem po omacku do łazienki, nie potknę się o kogoś entuzjastycznie galopującego w stronę kuchni w nadziei, że pora na śniadanko (wewnętrznym zwierzęciem mojego kota bez wątpienia jest hobbit).

No photo description available.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s