Z cyklu: dziwne spotkania

.
Wybraliśmy się dziś z Szalonym Naukowcem zobaczyć iluminację na Starówce i to co Warszawa ma do zaoferowania w charakterze jarmarku świątecznego. Idziemy więc sobie i oglądamy stoiska z dość standardowym jak na ten kontekst asortymentem, kiedy nagle pomiędzy chlebem ze smalcem, a grzańcem, naszym oczom ukazał się stragan z mydełkami zapachowymi, olejkami eterycznymi, hojnie udekorowany lawendą. Już mieliśmy przejść obok wymieniając lekko zdziwione uniesienia brwi, kiedy nagle dobiegł nas język, którym posługiwał się sprzedawca: francuski.
I tak oto, w środku Warszawy poznaliśmy Francuza, który sprzedaje tu francuskie kosmetyki rodem z Lazurowego Wybrzeża oraz od 1,5 roku mieszka w Warszawie – z żoną Wietnamką.
Ciekawa jestem jaka historia się za tym kryje.
A sezon na grzańca i gorącą czekoladę „z prądem” uważam za otwarty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s