Mąż z Importu, a tradycja polska

Jestem dumna z tego jak Szalony Naukowiec chłonie tradycje świąteczne.
Kojarzycie ten moment, kiedy jest wieczór drugiego dnia Świąt i wróciło się wreszcie do domu, lodówka pęka w szwach, bo nawet jeśli rodzina mieszka w odległości 10 min samochodem po Świętach wszyscy jesteśmy słoikami; ten moment, kiedy siedzi się na kanapie (ewentualnie zasuwa na rowerku stacjonarnym w wersji dla szalonych) i planuje ścisły post już do końca świata, a przynajmniej do jutra?
No to właśnie ten moment mąż mój wybrał sobie na rozpakowanie wszystkich paczek, paczuszek i zawiniątek, które zapakowała kochająca teściowa, a następnie ukrojenie sobie soczystych plastrów absolutnie każdej szynki, polędwicy, kiełbasy i baleronu jakie tylko były.
Jak wspominałam: chłonie polskie tradycje pełnymi garściami (i żołądkiem). Szczególnie tę wymagającą osiągnięcia stanu śpiączki z obżarstwa przed północą 26 grudnia.

Jedna myśl w temacie “Mąż z Importu, a tradycja polska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s