Zarządzanie pieniędzmi (a związek mieszany)

Pieniądze stanowią na tyle częsty powód konfliktów w parze, że kłótnie o nie są wręcz przysłowiowe. Wynika to z faktu, że ludzie wchodząc w związek, wnoszą do niego swoje – często sprzeczne – oczekiwania, wyobrażenia, preferencje i sposoby funkcjonowania dotyczące wszystkiego: od zarządzania finansami, po sposób wieszania prania – a to pierwsze jest dla większości ludzi po prostu ważniejsze. I z tego powodu naprawdę warto przedyskutować dogłębnie temat przyszłego zarządzania pieniędzmi zanim podejmiemy Ważne Życiowe Decyzje.

Z racji swojej specyfiki, związki mieszane są narażone na konflikty na tle finansowym być może bardziej niż inne. Poglądy na temat zarabiania i wydawania pieniędzy (jak i na wiele innych rzeczy) zaczynają się bowiem kształtować już młodości w domu rodzinnym, a jak łatwo się domyślić: w różnych kulturach podejście do tego aspektu życia bardzo się różni.

Zawsze powtarzam, że człowiek po to ma rozum, żeby przeanalizować różne rzeczy, które mu wpojono i świadomie je przyjąć lub odrzucić, ale prawda jest taka, że nie każdy to robi. Dlatego wiążąc się z osobą wychowaną w innym kręgu kulturowym, warto być świadomym problemów z którymi możemy się zetknąć.

Jest wiele kultur, w których od dzieci (zwłaszcza mężczyzn) oczekuje się wspierania finansowo rodziców lub/i rodzeństwa – szczególnie młodszego i płci żeńskiej. W kulturze muzułmańskiej, z kolei, bardzo często mężczyzna jest odpowiedzialny za utrzymanie domu, podczas gdy kobieta swoje ewentualne zarobki zachowuje dla siebie (co dla mnie byłoby nie do przyjęcia, ale akurat chyba wielu Polkom się podoba, na zasadzie kontrastu do popularnego u nas modelu, w którym kobieta zarówno zarabia na dom jak i się nim zajmuje). Dodatkowo członek rodziny żyjący w Europie jest często postrzegany jako bogaty (nawet jeśli wcale tak nie jest, do czego nie każdy jest chętny się przyznać). Rodziny emigranta miewają rozbuchane oczekiwania materialne, a sam emigrant: poczucie, że powinien je zaspokajać. Czasem potrafi to przybierać dość skrajne formy: pieniądze wysyłane są w sekrecie przed żoną, listy życzeń obejmują nowe smartfony, telewizory i markowe ubrania, a wszystko to odbywa się kosztem nowej rodziny. Sprawa robi się jeszcze bardziej zagmatwana, gdy dodamy do tego, typowe ostatnio w Polsce, wielomiesięczne oczekiwanie na kartę pobytu umożliwiającą legalne podjęcie pracy, w którym to okresie facet raczej nie zarabia, co niekoniecznie jednak przeszkadza mu chcieć wysyłać pieniądze do domu. Nie mówiąc już nawet o sytuacjach, kiedy cała rodzina bierze udział w oszustwie wspierając wizowca, który łowi Europejkę, mającą stanowić źródło papierów i gotówki.

Te wszystkie rzeczy nie muszą być naturalne i oczywiste dla przeciętnej Polki. Kulturowo wpojona konieczność utrzymywania młodszych niepracujących sióstr, wspierania rodziców, czy obdarowywanie krewnych i znajomych królika masą prezentów przy każdej wizycie, niekoniecznie jest czymś domyślnym w naszym kręgu kulturowym. Nie zrozumcie mnie źle: nie mówię, że Polacy nie pomagają rodzinom, bo na pewno wiele osób pomaga, jednak presja oczekiwań może być nieco innego kalibru. 

I dlatego w związku multi-kulti tak ważne jest omówienie wizji zarządzania budżetem i nakreślenie jasnych, akceptowalnych dla obu stron zasad.

Wspominałam kiedyś, że jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobiliśmy z Szalonym Naukowcem decydując się na wspólne zamieszkanie, było ogarnięcie równego i sprawiedliwego podziału obowiązków domowych. Drugą z takich rzeczy było opracowanie zasad i funkcjonowania domowego budżetu. Od tamtego czasu minęło z 6 lat i sporo się pozmieniało, przetestowaliśmy po drodze kilka różnych opcji w zależności od stopnia zaawansowania naszego związku i w efekcie udało nam się wypracować system, który według mnie jest optymalny dla wspólnego budżetu dwóch pracujących osób. Pozwala razem kontrolować wydatki, zapewnia przejrzystość i jasność, ale też pewien zakres niezależności. 

Oto przepis:

  1. Spis wspólnych wydatków. W tym kroku należy sporządzić listę wszystkich wydatków, które mamy zamiar ponosić razem: od czynszu, przez rachunki za media i internet, jedzenie, chemię domową, rozrywkę, oszczędności itd. To jest ten moment, kiedy trzeba przedyskutować do jakiego stopnia w ogóle chcemy połączyć nasze finanse.
    Od kiedy się pobraliśmy, a mój mąż przestał dzielić swój czas i inne zasoby między dwa kraje, zdecydowaliśmy się włączyć tu prawie wszystko (w końcu de facto uważamy wszystkie zarabiane pieniądze za wspólne) poza wydatkami na swoje hobby, wyjścia ze znajomymi, ciuchy i prezenty.
    Do tego wszystkiego, co planujemy wydawać, trzeba doliczyć kwotę, jaką chcielibyśmy miesięcznie razem odkładać.
  2. Podział. Gotową listę należy podzielić. My zdecydowaliśmy się na podział proporcjonalnie do zarobków: wydaje mi się on bardziej sprawiedliwy, ale oczywiście można skorzystać z opcji pół na pół czy jeszcze innej.
    Kwotę, która tu wyszła, każde z nas przelewa na wspólne konto na początku miesiąca.
  3. Część własna. Wszystko poza wartością uzyskaną w punkcie drugim stanowi budżet „własny”, którym każde dysponuje wedle uznania i z którego nie ma obowiązku się tłumaczyć. Umożliwia to nieskrępowane zakupy dowolnej natury bez stresu (ze strony) partnera, czy ewentualną pomoc rodzicom czy rodzeństwu, nieodbywającą się kosztem własnej rodziny. 
    W naszym przypadku najczęstszymi wydatkami w tej kategorii są prezenty dla siebie nawzajem, ciuchy i wyjścia ze znajomymi.
  4. Komunikacja i feedback. Wszystkie większe wydatki przegadujemy – szczególnie te, które wymagają odkładania pieniędzy przez jakiś czas. Razem planujemy też oszczędności celowe (czyli takie, których przeznaczeniem jest coś konkretnego: podróż, remont, większy zakup do domu itp.). Zazwyczaj konsultujemy się ze sobą także w zakresie większych wydatków „własnych”.
    Na koniec miesiąca robimy podsumowanie wszystkich rozchodów w stosunku do planu i na tej podstawie ewentualnie aktualizujemy na bieżąco budżet na kolejne miesiące. Do ogarniania tego wszystkiego służy nam koszmarnie skomplikowany arkusz Excel, który powstał w ścisłym umyśle Szalonego Naukowca.

To co z tym wysyłaniem?

Zapowiadałam, że jeszcze do tego wrócimy, więc proszę: temat wysyłania rodzinie pieniędzy przez Faceta z Importu, zawsze wzbudza sporo emocji i gorących dyskusji. Zdania zawsze są bardzo podzielone, usłyszymy na przykład: Żona i dziecko powinny być pierwsze; jak można matce nie pomóc; dawanie hajsu pazernym pasożytom jest nieakceptowalne; dla nich rodzina [pochodzenia] zawsze będzie najważniejsza; nie pozwalam na wysyłanie pieniędzy; gdyby mój facet oczekiwał, że przestanę pomagać mamie, musielibyśmy się rozstać.

Kto ma rację?
Wiążąc się z cudzoziemcem trzeba pamiętać, że jego ewentualna chęć wspierania finansowo rodziny jest zupełnie normalna. W wielu krajach system emerytalny jest bardzo słaby albo nie ma go wcale, podobnie z publiczną opieką zdrowotną. Dostęp do edukacji też bywa kosztowny, a udział kobiet w rynku pracy: kulturowo utrudniony. Twój chłopak czy mąż ma prawo chcieć pomagać rodzinie, zwłaszcza, że – jak wspomniałam wyżej – być może w kulturze, z której pochodzi jest to standard i jest to od niego oczekiwane. Ma prawo nawet chcieć mieszkać w klitce i jeść byle co, po to żeby wysyłać kilkaset euro miesięcznie do domu. Ma prawo chcieć wozić drogie prezenty, nawet tylko po to, żeby się pokazać.
Ale związek tworzą dwie osoby i obie muszą się w nim czuć dobrze. Inaczej to po prostu nie ma sensu.

Nie musisz się godzić na nic, co ci nie pasuje, w imię różnic kulturowych i tego, że „oni tak mają”.

Masz prawo mieć swoje potrzeby i masz prawo oczekiwać, że rodzina którą wy (s)tworzycie będzie na pierwszym miejscu. Masz prawo chcieć mieszkać wygodnie, jeść smacznie, a nawet chodzić an randki i wyjeżdżać na wakacje. Nazwijmy takie oczekiwania naszą kulturą.

Jest wiele rodzin, które nie mają żadnych oczekiwań materialnych, a wręcz pomagają dzieciom na emigracji. Są takie, które mają problemy finansowe, zdrowotne itd, a są i takie, które po prostu chcą kasy i przedmiotów, na które mogłyby zarobić same. Są faceci (lub kobiety) z importu, którzy nic nie dają, są tacy, którzy robią to czasami i tacy, którzy robią to często i szczodrze. Analogicznie: są partnerki (partnerzy), które chętnie się angażują się w takie wsparcie i osoby kompletnie temu przeciwne.
Widzicie już do czego zmierzam? Czasem te dążenia po prostu są nie do pogodzenia. Można dyskutować, kto ma rację, porównywać kupowanie mamie leków lub siostrze smartfona z zabieraniem żony na randkę i przerzucać się rożnego rodzaju argumentami. Problem w tym, że nie ma dobrej odpowiedzi. Jedyne co można zrobić to poznać potrzeby i plany drugiej osoby i próbować wypracować rozwiązania, które zadowolą oboje.

Ewentualnie znaleźć kogoś bardziej kompatybilnego.

3 myśli w temacie “Zarządzanie pieniędzmi (a związek mieszany)

  1. martynabelively 11 września 2020 / 19:55

    super wpis!!!
    tak bardzo zgadzam się z tym co napisałaś, że nie masz pojęcia 🙂 ja osobiście nie mam nic przeciwko pomaganiu rodzicom, o ile to jest w jakiś granicach i nie kosztem „naszego wspólnego dobra”.. tylko tak bardziej, dodatkowo jak możemy ! a te punkty co wskazałaś jako podpowiedzi w dotarciu się, piękne!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s