Mój subiektywny przewodnik po Maroku – ulubione miejsca: Marakesz w oczekiwaniu na męża

Nie wiem ile już razy oświadczyłam sama sobie „zaczynam nowe życie”. Kiedyś bardzo lubiłam takie nowe początki, a kto powiedział, że tylko Nowy Rok może spełnić taką funkcję? Zazwyczaj „nowe życie” wiązało się na przykład z przejściem na dietę albo ćwiczeniami nie muszę chyba dodawać, że trwało jeden czy dwa dni, po czym wszystko wracało do normy.

Dziś jednak mogę z całkowitą pewnością powiedzieć „zaczynam nowe życie”. A właściwie: zaczynamy. Ponieważ mój mąż, Szalony Naukowiec właśnie dziś zakończył swoje występy gościnne za granicą i właśnie wraca do domu – na stałe. A to oznacza, że wreszcie, po roku, zaczniemy normalne życie małżeńskie. Ciekawe czy będziemy musieli znowu się docierać, czy po prostu wszystko kliknie i wskoczymy na stare tory, które wypracowaliśmy sobie przez poprzednie 4 lata mieszkania razem?
A w międzyczasie, czekając aż dotrze, zabiorę Was jeszcze na chwilę do Marakeszu.
Jak już wiecie moim najukochańszym miejscem są souki w medynie. Nigdy nie jest mi mało łażenia po nich i gapienia się na wszystko, a od kiedy ostatnio pojawiło się w nich więcej toalet publicznych to już w ogóle mogłabym stamtąd nie wychodzić. Kiedyś souki dzieliły się na coś w rodzaju specjalizacji czyli np souk z materiałami, souk z wyrobami metalowymi, drewnianymi, skórzanymi czy z souk biżuterią. Z czasem jednak wszystko się zmienia i miesza, coraz ciężej więc odnaleźć takie bardzo wyspecjalizowane sektory. Są alejki, gdzie jest więcej sklepików z danymi produktami (wyrobami skórzanymi, przyprawami, suszonymi owocami i orzechami itd) niż w innych, są zakątki gdzie np można znaleźć tylko i wyłącznie kuśnierzy, sklepy z biżuterią albo kaftanami i materiałami, ale to nie znaczy, że nie znajdziecie tych wyrobów także w innych miejscach. Oczywiście sklepiki to nie wszystko. Chodząc po soukach znajdziecie też knajpki, kawiarnie, salony spa (bądź też hammamy), meczety a nawet escape room. Ten ostatni pozostaje na mojej liście rzeczy do zrobienia – z lekkim znakiem zapytania.
Spacerując między sklepikami nie jest łatwo robić zdjęcia z kilku powodów: po pierwsze przejścia są wąskie, tłoczne i często trzeba ustępować z drogi motorowi albo sprzedawcy ciągnącemu wózek. Po drugie zawsze mam poczucie, że nie nadążam zobaczyć wszystkiego dookoła i szkoda mi marnować czas gapiąc się w ekranik telefonu, zwłaszcza, że zatrzymywanie się, żeby zrobić zdjęcie raczej nie wchodzi w grę gdyż: po trzecie nie spotyka się to z wielkim entuzjazmem sprzedawców. Na szczęście kilka udało mi się cyknąć, mam nadzieję, że Wam się spodobają

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s